| 27 lipca 2007 Las komórkowych masztów
"Niech montują na urzędzie!" - proponują protestujący mieszkańcy ul. Kasprusie i Małego Żywczańskiego
Mieszkańcy Zakopanego z ulic Kasprusie i Małe Żywczańskie nie zgadzają się na budowę stacji bazowej telefonii komórkowej na budynku Zespołu Szkół Zawodowych nr 2 im. Heleny Modrzejewskiej, popularnie zwanego "Szpulkami". Obawiają się o zdrowie swoje, uczniów i pracowników szkoły. Uważają, że montowanie tego rodzaju urządzeń na placówce oświatowej to kompletny brak odpowiedzialności.
- Bulwersujący jest sposób, w jaki zostaliśmy potraktowani przez Urząd Miasta. To będzie las kilkunastu masztów na dachu! Część rodzin mieszkających w bezpośrednim sąsiedztwie w ogóle nie została powiadomiona o inwestycji, a niektórzy "wybrańcy" otrzymali o niej aż po trzy zawiadomienia - mówi Róża Korzeń z Małego Żywczańskiego. - Gdy poprosiliśmy o pokazanie raportu oddziaływania na środowisko, przedstawiono nam jakąś mapkę z wyrysowanymi zielonym flamastrem granicami zasięgu. Fale promieniowania zajmowały pół boiska szkolnego, kilka domów od frontu, a dziwnym trafem przy moim domu, który stoi najbliżej, fale się wykrzywiały i przechodziły tylko przez pół garażu. Niektórych zabudowań w ogóle nie uwzględniono.
Z tej przyczyny mieszkańcy napisali odwołanie od decyzji lokalizacyjnej burmistrza i w środę złożyli w magistracie stosowne pisma. Listy z podpisami wysłali też do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Nowym Sączu i do wojewody małopolskiego. Oburzają ich tłumaczenia urzędników, że o sprawie poinformowano wszystkie strony za pomocą... obwieszczenia, wywieszonego na tablicy ogłoszeń oraz na stronie internetowej. - Przecież tu mieszkają starsi ludzie, którzy nie mają komputerów. A jeśli już ktoś ma, to przecież nie korzysta z Internetu. Do urzędu nie przychodzimy codziennie, żeby sprawdzać, co pan burmistrz ma nam do zakomunikowania na swojej tablicy!
Magistrat przygotował decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach zgody na inwestycję, na którą składać się mają urządzenia nadawczo-odbiorcze, 6 anten sektorowych i 7 anten radiolinii. "Negatywne oddziaływanie planowanego przedsięwzięcia winno zamykać się w wolnej przestrzeni niedostępnej dla ludzi", "uciążliwości powodowane przez hałas i wibrację nie mogą przekraczać dopuszczalnych norm", "w bezpośrednim zasięgu oddziaływania nie występują dobra kultury i zabytki podlegające ochronie" - dowiedzieli się z pisma mieszkańcy.
- A gdzie leży "Czerwony Dwór"? Przecież w nim jest przedszkole! Maszty będą mieć negatywny wpływ na dzieci! A stare, stuletnie domy, które tu stoją, to nie są dobra kultury? - denerwują się mieszkańcy, protestujący przeciw planowanej inwestycji.
- Nie wierzymy w to, co nam przedstawili urzędnicy. Niech pokażą niezależną ekspertyzę np. naukowców z Akademii Górniczo-Hutniczej: czy takie maszty nie będą miały wpływu na nasze zdrowie? - stwierdza Małgorzata Żak. - Wiem, że anteny na Bilinówce tak zniekształcają obraz mieszkającym dużo dalej niż my, że mają tylko dwa programy. Nie pomogły żadne anteny satelitarne. Telewizory tak śnieżą, że przyjechała nawet do nich komisja i zwolniła z abonamentu radiowo-telewizyjnego. A co ze zdrowiem? Skoro to nie szkodzi, to niech sobie na urzędzie zamontują te anteny. Tam jest otwarta przestrzeń Równi Krupowej i nie mieszka tyle ludzi, co na Kasprusiach. (RAV)
Artykuł udostępniony przez Dziennik Polski  |